Pomysł wyjazdu na trocie przyszedł wraz z rozmowami z Andrzejem i Grzesiem na shrapowej wigilii.
Obydwaj juz byli na trociach i mieli już jakieś doświadczenie w połowie tych nieznanych mi ryb. Ja zielony jak trawa na wiosnę słuchałem ich i chłonąłem wiedzę jaką przekazywali.
Także zapadła decyzja jedziemy prawdopodobnie 6 stycznia nad Drwęce w okolice Lubicza.
Zostałem poinstruowany jaki mam zabrać sprzęt i tak się też przygotowałem. Plecak a w nim dwa termosy kanapki pudełko z kilkoma przynętami i kilka innych dodatków wędkarskich. To cały majdan jaki zabrałem no prawie cały, zapomniał bym o aparacie. Bez niego nie ruszam się nad wodę. Wspólny wyjazd zapowiada się niesamowicie. Namawiam przyjaciół z podwórka na ten wyjazd. I tak okazuje się, że ruszamy w sporym gronie. Andrew, Galieni, Kaczy i Krzyko jadą jednym samochodem. Drugie auto pilotowane przez Smerfika uzupełnia Wojtek i Domin. U mnie w landku zapakowanie Paweł, Tomek, Piotrek no i ja. Miała jeszcze jechać Ela z Iza i Tomkiem, ale awaria samochodu uniemożliwia im podroż. Umawiamy się 6 stycznia o 5,00 w Zakroczymiu na stacji Statoil. Dobry punkt zborny dla nas wszystkich. Na stacji spotykamy jeszcze kilku wędkarzy którzy też jadą na trocie.
5 stycznia obdzwaniam swoją załogę i potwierdzam gotowość do wyjazdu. Cieszę się niesamowicie na myśl o tym wyjeździe. Żona dziwnie się na mnie patrzy, ale wie, że nic nie stanie mi na przeszkodzie, aby jechać na te kilka godzin nad wodę. Szykuję plecak kanapki herbatę i wędki. O 22 jestem juz gotowy czas iść spać. Zerkam przez okno piękne rozgwieżdżone niebo. Zapowiada się ładna pogoda. O 3.30 pobudka ledwo wstaję, ale mocna kawa i kanapka z ostrym chrzanem robi swoje. Po paru minutach jestem w pełni żywy. Szybko zbieram graty i spadam do garażu. Patrzę na niebo lekko zachmurzone nic nie pada – nie jest źle. Zabieram samochód i parę minut później stoję pod blokiem i czekam na chłopaków. Pierwszy przychodzi Tomek szybko pakujemy jego rzeczy do boxa na dachu i czekamy dalej. Parę minut później zaczyna padać deszcz. Średnio mi się to podoba.
Kap kap kap kąpią łzy jak w tekście piosenki kapie deszcz po szybie samochodu. Nadchodzi Paweł szybciutko pakujemy jego rzeczy i jedziemy po Piotrka. Oj oj pierwszy raz jak się znamy udało mu się zaspać. Pod jego domem czekamy chwilę i wychodzi. Graty do samochodu i już lecimy w kierunku umówionego spotkania. Pada deszcz a my jedziemy przez miasto, potem wylatujemy na trasę gdańską i docieramy do Zakroczymia. Meldujemy się kilka minut przed 5. Na miejscu czaka już smerfikowa załoga. Czekamy na resztę. Parę minut po 5 dzwoni Kaczy, że się spóźnią, żebyśmy jechali, że nas dogonią po drodze. Pada hasło Do wozu i już mkniemy trasą na Toruń. Przed Sierpcem dochodzi nas Andrew i przejmuje prowadzenie peletonu trociarzy. Zaczyna świtać, deszcz ze śniegiem pada coraz bardziej, ale co to dla prawdziwych wędkarzy. Podroż umilamy sobie gadkami o wszystkim i o niczym. Jest wesoło. Kaczy zarzuca postój na kawę i wyprostowanie nóg oraz zaplanowanie miejsca docelowego naszego wyjazdu. Szybka wymiana zdań i już wiemy, że jedziemy w okolice mostu autostradowego. Na miejsce docieramy jak jest już dobrze widno, ale o dziwo deszcz przestaje padać.
przygotowania
przygotowania 2
przygotowania 3
Szybciutko się szykujemy i ruszamy nad wodę. Każdy z zamiarem złowienia troci. Jedni idą w prawo inni w lewo a jeszcze inni gdzieś znikają w nadbrzeżnych chaszczach. Ja idę z Pawłem, Wojtkiem, Smerfikiem i Dominem. Idziemy w górę rzeki. Wchodząc na pierwsza łąkę już wiem, że będzie mi sie tu podobać.
łaka
Bardzo lubię takie klimaty. Cisza, spokój woda i przyroda wokół. Docieramy nad rzekę i nie wiem co ja tu robię, jak ja tu będę łowił. Przecież to zupełnie co innego niż dotychczasowa Wisła, Narew, Bug czy nawet Wkra. Zupełnie inna bajka, ale cóż skoro przyjechałem to czas się zmierzyć z wodą.
Z Pawłem idziemy dalej, ale chyba Paweł ma ochotę być dziś sam i poprostu mi ucieka albo inaczej ja za nim nie nadążam . Oki dam rade. Schodzę nad wodę. Ale tu pięknie. Pierwsze rzuty i coraz bardziej mi się tu podoba. Biorę aparat do ręki i trzaskam zdjęcia.
rzeka 1
rzeka 2
rzeka 3
Biorę wędkę i rzucam dalej. Na drugim brzegu przechodzi inny wędkarz. Spory ruch nad wodą, ale co się dziwić to przecież dopiero 6 dzień sezonu trociowego. Tak mijają chwile postanawiam zrobić sobie przerwę. Zdejmuję plecak i siadam na zaschniętej trawie. Biorę kubek herbaty i kanapkę. Wsłuchuję się w panującą ciszę. Ciszę, przecież tu nie jest cicho. Szum bystrej wody przelewającej się przez zwalone drzewo, śpiew ptaków przecie to jeszcze nie wiosna a jakże tu pięknie. Kocham to, uwielbiam słuchać przyrody.
rzeka 4
rzeka 5
Dobra koniec tej sielanki w końcu przyjechałem na ryby. Spin w rękę i do przodu. Po drodze mijam Dominika, Pytam się o wyniki, ale tylko kiwa głową.
Dominik
Idę dalej spotykam Smerfika z Wojtkiem rozmawiamy chwilę i zostawiam ich.
Wojtek i Smerfik
Dziś nie mam ochoty na gadulstwo. Idę poszukać samotnego miejsca.
rzeka 6
Znajduję fajną prostkę, schodzę nad wodę i już w drugim rzucie mam delikatne przytrzymanie zacinam i coś się uwiesiło na drugim końcu wędki. Jakoś tak dziwnie pływa na boki. Ki diabeł. Dociągam do siebie i okazuje się, że to jakaś stara wędka, którą wydobyłem z otchłani Drwęcy.
wedka
Stary kijek zmurszały już. A już była odrobina adrenaliny, że to rybka. Cóż, nie znam tej rzeki jest dla mnie obca. Głęboko skrywa swoje tajemnice nie chce się nimi dzielić. Ale co tam jest pięknie coraz bardziej mi się tu podoba, już w myślach zastanawiam się kiedy tu wrócę.
rzeka 7
Z zamyślenia wyrywa mnie telefon to Tomek pyta się gdzie jestem. Wstaje ze swojej kryjówki i okazuje sie że stoimy od siebie dosłownie o 20 m. Chwilę rozmawiamy i widzimy w oddali samochód policji. Czyżby kontrola nad wodą. Jakże rzadki widok nad polskimi wodami. Dołącza do nas Smerfik z Wojtkiem. Rozmawiamy chwilę i postanawiamy przenieść sie na drugą stronę mostu. Szybki przemarsz i jesteśmy pod samochodami, łyk gorącej herbaty i ruszamy dalej. Tym razem brzeg trudniejszy wysoka skarpa utrudnia mi dotarcie do wody.
rzeka skarpa
Wiec uciekam dalej zostawiając kumpli. Przedzieram się przez krzaki aż trafiam na polane wyciętych drzew.
szalony bobr 2
Tam szalał chyba jakiś oszalały kuzyn bobra Władka znad Wisły.
szalony bobr
Chyba był strasznie wściekły bo wykarczował spory kawałek brzegu. Znajduję sobie znowu samotnie i siadam na pniu ściętego drzewa.
bobrzy szlak
szalony bobr 3
szalony bobr 4
W którymś rzucie coś tępo się wiesza na przynęcie. Zacinam i jest delikatnie pulsuje. Wie, że to ryba . W myślach już widzę tę piękną dorodna trotkę. Ale będę miał się czym chwalić. Pierwszy wyjazd i od razu ryba to prawie jak w bajce. Szybko jednak się orientuję, że ta rybka to nie trotka tylko mały nie wyrośnięty szczupak . Szybko wypuszczam biedaka i łowię dalej.
rzeka 7
rzeka 8
rzeka 9
rzeka 10
Chłopaki znowu mnie odnajdują. Kurde chyba nie ma szans, żebym był dziś sam.
Wojtek
Łysy i Gruby
Idziemy jeszcze kawałek dalej, ale kończy nam się czas. O 14,30 jesteśmy umówieni na ognisko i kiełbaski.
Kończy się wędkarski czas. Zbieramy się i już nie brzegiem tylko drogą wracamy do samochodu. Okazuje się, że do samochodu mam około kilometra a rzeką zrobiliśmy drugie tyle.
Ale warto było. Nogi bolą, plecy też, ale jest bosko. Przy samochodach jesteśmy pierwsi. Za chwilę nadchodzi Domin potem Krzyko z Galienim. Wraz z Krzykiem rozpalam ognisko a nie jest łatwo. Wszystko mokre a jedyny papier to rolka szczęścia. Dobrze, że jest brzoza urywam parę kawałków kory i powolutku się rozpala ognisko. Dociera Kaczy z Andrew. Wszyscy na zero. Ale chwila nie ma Pawła. Gdzie on jest? Juz sięgam po telefon a tu sms. Miałem ją 2 minuty holu i poszła. Czytam go i serce bije mocniej ale musiało być. Zdaję chłopakom relację i wszyscy teraz czekają na Pawła. A jego nie ma. Nie nie, już nadchodzi. Szybciutko zdaje relacje jak to było i w co po nie których oczach znowu zapaliła się iskierka nadziei na ryby.
zbiorowe
Szybciutka kiełbaska i malinówka.
ognisko
ognisko 2
ognisko 3
Wspólne pogawędki przy ognisku . Wędkarskie opowieści nie mają końca.
Ale chwila jak nie mają końca jak już chłopaki się zbierają nad wodę. Krzyko, Kaczy, Andrew, Galieni, Wojtek, Domin i Smerfik idą jeszcze na chwilę nad wodę.
pakowanie
Ja juz nie mam siły, nogi mnie bolą. Po za tym po kiełbasce zaczyna męczyć mnie żołądek. Źle się czuję, dobrze że mam leki. Siadam w samochodzie i powolutku mi przechodzi. Pakujemy się. Wędki i reszta sprzętu ląduje w boxie na dachu. Staram się to ułożyć tak aby było łatwo to rozpakować po drodze. Ognisko dogasa a z nim dzień. Robi się coraz ciemniej. Drakersi zaczynają wracać do samochodów. Wojtek melduje o wyjściu ryby do wahadła. Jeszcze chwila rozmów i zegnamy się.
pakowanie 2
Pada hasło do wozu i już mam kompletną załogę. Wszyscy szczęśliwi, wszyscy zadowoleni ale jest jeden jedynak. Pawełek bo to on dziś miał kontakt z ryba jako jedyny. W drodze powrotnej rozmawiamy o rybach . 200 km mija niewiadomo kiedy. Dojeżdżamy do domu. Najpierw pod garaż zrzucamy boxa z dachu. Rozwożę chłopaków po domach. Na koniec jadę odwieźć Pawła, po drodze jeszcze chwilę rozmawiamy. Daję mu kartę z aparatu ma kilka godzin aby napisać relację z dzisiejszej wyprawy. Da rade, to twardy gość. Żegnamy się i jadę do domu. Docieram do domu jestem padnięty na maxa. Prawie 500 km w samochodzie i do tego 8 godzin na świeżym powietrzu. Było warto. Nie złowiłem ryby, ale za to wiem ze będę tam wracał. Czy po rybę nie wiem, ale na pewno dla tej atmosfery tej tajemniczości. Już teraz planuję następny wyjazd, może uda sie go zrealizować za kilka dni. Czekam jeszcze chwilę i jest już relacja Pawła. Szybki jest. O kurde ale niesamowicie opisane. No dobra czas iść spać jutro przeczytam jeszcze raz.
Kładę się, zamykam oczy i widzę ją, Drwęcę, rzekę skrywającą tajemnice.

Jak ja lubię to uczucie.
zbiorowe 2
Z wędkarskim pozdrowieniem
Paweł Bizonik Ciołek